Przejdź do treści
Baza wiedzy Ad Plus

Kiedy sam SEO wystarczy, a kiedy GEO nic nie doda

EdukacjaCzas czytania: ok. 6 min

Autor: Kamil Eichelberger - Założyciel Ad Plus, prowadzi wdrożenia

Kadr podzielony pionową linią: po lewej pasek wyszukiwania z lupą i żółty znak potwierdzenia, po prawej dymek czatu z robotem przekreślony ukośną linią.

W skrócie

GEO nie zwraca się wszędzie. Nie ma sensu, gdy w kategorii nikt nie zadaje pytań asystentom, gdy firma nie ma treści merytorycznych, gdy decyzje zapadają wyłącznie przez polecenia oraz gdy strona nie jest jeszcze indeksowana przez Google. Samo SEO przestaje wystarczać, gdy odbiorcy zaczynają pytać zamiast wyszukiwać.

Optymalizacja pod modele językowe zwraca się wtedy, gdy w danej kategorii ludzie faktycznie zadają pytania asystentom, a firma ma czym na nie odpowiedzieć. Poza tymi dwoma warunkami budżet włożony w GEO pracuje gorzej niż ten sam budżet w klasycznym pozycjonowaniu albo w reklamie. Ten tekst opisuje granice opłacalności w obie strony.

Cztery sytuacje, w których GEO się nie zwróci

Pierwsza: w kategorii nikt nie pyta. Jeśli decyzje zakupowe zapadają przez polecenia, przetargi albo relacje handlowe, a nie przez szukanie informacji, to nie ma odpowiedzi, w których można się pojawić. Sprawdzenie zajmuje kilkanaście minut - wystarczy zadać asystentom pytania, które zadałby klient, i zobaczyć, czy odpowiedź w ogóle wymienia jakiekolwiek firmy.

Druga: firma nie ma treści merytorycznych. Widoczność w modelach polega na tym, że system znajduje u nas odpowiedź i ją przytacza. Serwis złożony z opisu oferty i formularza kontaktowego nie ma czego udostępnić. Pierwszym zadaniem jest wtedy napisanie treści, a nie optymalizacja czegoś, czego nie ma.

Trzecia: strona nie jest jeszcze indeksowana. Znaczna część asystentów sięga po wyniki wyszukiwarki w momencie odpowiadania. Adres, którego Google nie zna albo świadomie nie indeksuje, nie trafia do zestawu źródeł niezależnie od tego, jak dobrze jest przygotowany. Kolejność jest tu sztywna: najpierw indeksacja, potem warstwa pod modele.

Czwarta: budżet starcza tylko na jedno działanie. Przy bardzo ograniczonych środkach klasyczne pozycjonowanie zwykle daje szybszy i łatwiejszy do zmierzenia efekt, bo ruch z wyszukiwarki widać w statystykach. Widoczność w asystentach mierzy się osobno i część wzmianek nie generuje żadnego wejścia - co utrudnia uzasadnienie wydatku, gdy każda złotówka musi się obronić.

Cztery sytuacje, w których samo SEO przestaje wystarczać

Pierwsza: odbiorcy pytają, zamiast wyszukiwać. Zapytanie wpisane do wyszukiwarki i pytanie zadane asystentowi wyglądają inaczej - drugie jest dłuższe, pełnym zdaniem, często z kontekstem sytuacji. Jeśli klienci zaczynają formułować potrzebę w ten sposób, treść zoptymalizowana pod krótkie frazy przestaje w nią trafiać.

Druga: odpowiedź pojawia się bez kliknięcia. Gdy asystent podaje gotową odpowiedź, użytkownik nie musi wchodzić na stronę. Pozycja w wynikach przestaje wtedy przekładać się na ruch, a wartością jest samo wymienienie firmy jako źródła. Tego klasyczne pozycjonowanie nie adresuje.

Trzecia: model myli firmę z inną. Przy podobnie brzmiących nazwach asystent potrafi przypisać jednej organizacji doświadczenia drugiej. To problem tożsamości encji, nie pozycji - i żadna praca nad rankingiem go nie rozwiąże.

Czwarta: konkurencja jest wymieniana, a my nie. Jeśli na to samo pytanie asystent regularnie podaje kilka firm i nie ma wśród nich naszej, to sygnał, że przegrywamy w zestawie źródeł, a nie w rankingu. Sprawdzenie tego jest banalne i warto je robić cyklicznie.

Jak rozstrzygnąć, w której sytuacji jesteś

Rozstrzygnięcie nie wymaga narzędzi ani budżetu. Trzy pytania wystarczają, a odpowiedzi na nie zdobywa się w jedno popołudnie.

  1. Zadaj asystentom pytania, które zadałby Twój klient - i zapisz odpowiedzi z datą. Jeśli nie padają żadne nazwy firm, kategoria jeszcze nie dojrzała.
  2. Sprawdź, czy Twoje strony są w indeksie Google - adres nieznany wyszukiwarce nie ma szans również w asystentach korzystających z wyszukiwania.
  3. Policz, ile masz treści odpowiadających na pytania, a nie opisujących ofertę. Jeśli odpowiedź brzmi „żadnej", to jest pierwsze zadanie.

Dopiero po tych trzech sprawdzeniach ma sens rozmowa o zakresie prac. Szersze porównanie obu podejść opisuje strona o różnicach GEO i SEO, a pełną diagnozę stanu wyjściowego - audyt marketingowy.

Czego nie robić w żadnym z tych przypadków

Niezależnie od tego, po której stronie granicy jesteś, dwie rzeczy nie mają uzasadnienia. Pierwsza to blokowanie robotów asystentów „na wszelki wypadek" - kosztuje widoczność i nie chroni przed niczym, co realnie by zaszkodziło. Druga to generowanie dużej liczby krótkich tekstów, żeby pokryć więcej pytań: konkurują wtedy ze sobą, a żaden nie jest wyczerpującą odpowiedzią.

Trzecia rzecz warta powiedzenia wprost: nikt nie kontroluje, co model odpowie na konkretne pytanie. Oferta gwarantująca pojawienie się w danej odpowiedzi obiecuje coś, czego nie da się dotrzymać - niezależnie od tego, kto ją składa.

Warto na koniec zaznaczyć, że granica przesuwa się w czasie i to w jedną stronę. Kategoria, w której dziś nikt nie pyta asystentów, za rok może wyglądać inaczej - a firma, która wejdzie w ten obszar później, będzie musiała nadrabiać w warstwie, której nie da się przyspieszyć budżetem, czyli w obecności w źródłach zewnętrznych. Dlatego odpowiedź „jeszcze nie teraz" warto opatrzyć terminem ponownego sprawdzenia, zamiast traktować ją jako zamknięcie tematu.

Sensowny termin ponownego sprawdzenia to kwartał - tyle wystarcza, żeby zobaczyć zmianę w sposobie zadawania pytań, a jednocześnie nie jest to praca obciążająca.

Najczęściej zadawane pytania

Czy warto robić GEO, jeśli firma dopiero powstała?
Zwykle nie jako pierwsze działanie. Nowa domena bez historii i bez wzmianek zewnętrznych ma trudność już na etapie indeksacji, a widoczność w asystentach opiera się w dużej mierze na tym, co o firmie napisano poza jej własną stroną. Sensowniejsza kolejność to najpierw obecność w katalogach i pierwsze publikacje, potem warstwa pod modele.
Czy GEO ma sens dla sklepu internetowego?
Ma, ale w innej formie niż dla usług. Asystenci coraz częściej odpowiadają na pytania porównawcze i doradcze przed zakupem, więc wartość leży w treściach pomagających wybrać, a nie w kartach produktów. Sama karta produktu bywa cytowana rzadziej niż zestawienie odpowiadające na pytanie, które produkt do czego pasuje.
Ile trzeba czekać, żeby stwierdzić, że nie działa?
Sensowny horyzont to co najmniej kwartał, przy pomiarze powtarzanym w stałych odstępach. Krótszy okres nie rozstrzyga niczego, bo część systemów aktualizuje wiedzę w rytmie, na który nie mamy wpływu. Jeśli po kwartale regularnych pomiarów marka nie pojawia się w żadnej odpowiedzi, warto wrócić do pytania o popyt w kategorii.
Czy da się robić GEO i SEO jednocześnie przy małym zespole?
Tak i zwykle to najtańszy wariant, bo znaczna część pracy jest wspólna. Treść napisana tak, żeby dało się ją zacytować - z odpowiedzią na początku i jedną myślą na akapit - jest jednocześnie lepiej oceniana przez wyszukiwarkę. Rozdzielają się dopiero działania dotyczące tożsamości encji i wzmianek zewnętrznych.
Co zrobić, gdy asystent podaje o firmie nieprawdę?
To ma pierwszeństwo przed jakimkolwiek zwiększaniem widoczności, bo błędna informacja powtarzana przez asystenta szkodzi bardziej niż jej brak. Naprawa polega na skorygowaniu danych w źródłach, z których model korzysta: własnej stronie, katalogach i profilach. Nie ma mechanizmu zgłoszenia poprawki bezpośrednio do modelu.

Powiązane hasła

Źródła

Sprawdź, czy AI w ogóle wie o Twojej firmie

Test widoczności w 48 godzin, bezpłatnie. Wiesz gdzie jest luka i co wdrożyć w pierwszej kolejności.